Parę tygodni temu nabyłem książkę autorstwa Mariusza Maxa Kolonko pt. „Odkrywanie Ameryki”, sam proce zakupu nieco słabo intuicyjny i pomimo, że książka wydana została w języku polskim, podczas zakupu odniosłem wrażenie, że wysłana zostanie z zagranicy, może nawet z podpisana samego autora? 😛

No (nie)stety książka przyszła z Polski, bez podpisu 😛

 

Jeżeli miałbym w paru słowach ją podsumować – uważam, że jest to książka „o wszystkim i o niczym”, mając jednak na uwadze pozytywne znaczenie tych słów, co mam na myśli? Otóż autor w wielu rozdziałach opisuje różne historie ameryki, przeplatane własnymi przygodami związanymi z ich odkrywaniem. Nie ma w nich fabularnego łącznika wszystkich rozdziałów, więc nie czyta się jej jak powieści czy książki typowo przygodowej.

 

Jednak powoduje to, że książkę czyta się naprawdę przyjemnie, dawno nie miałem takiej frajdy z czytania czegokolwiek, można przeczytać jedną stronę albo nawet jeden akapit w przerwie od pracy, po czym odłożyć książkę aby po chwili ponownie do niej wrócić. Nie absorbuje nadmiernie uwagi, jednak trudno się z nią rozstać i była to jednak z naprawdę nielicznych książek z którą chodziłem niemalże wszędzie, a gdy tylko nie miałem jej pod ręką, bardzo tego żałowałem.

Czytam ją od około tygodnia, bez pośpiechu i niestety jestem już na 139 stronie z 331 i już martwię się co będzie gdy ją skończę 🙂

 

Szczerze powiedziawszy, sam nie wiedziałem czego się po niej spodziewać, kupiłem ją, gdyż lubię oglądać materiały video nagrane przez Autora, podoba mi się sposób przekazywania informacji oraz szczegóły na które zwraca uwagę (a w sprawach politycznych i gospodarczych cechuje go odmienny pogląd od tego co przedstawiają nasze rodzime media).

 

Książka, jak sam autor zachwalał, jest bardzo ładnie wydana – wykorzystany został bardzo dobrej jakości papier, nie brakuje w niej zdjęć i obrazków.

Dla porównania, parę miesięcy temu nabyłem książkę – poradnik o inwestowaniu w nieruchomości w podobnej cenie, jednak książka nadrukowana została na „papierze toaletowym”, papier żenującej jakości, i choć książka po przeczytaniu pewnie trafi na półkę i nieprędko ponownie wróci do rąk, to jednak czuję teraz drobny niesmak, że ktoś za słabej jakości wiedzę i garstkę lichych porad, zorał mnie po portfelu ile się dało.

Nie wiem jak prezentują się dokładnie koszty wydania, ale naprawdę inaczej patrzy się na książkę, w której „czuć” jej wartość – zapach farby drukarskie, świetny papier i kolorowa treść a na książkę monochromatyczną nadrukowaną na „papierze toaletowym”.

 

Trudno mi książkę polecić jakiejś konkretnej grupie odbiorców, jest to bardzo ładnie wydana (jakość użytych materiałów), napisana przyjemnym (nierzadko poetyckim) językiem książka (czyta się miło i przyjemnie) w której Autor dzieli się z nami różnymi faktami i ciekawostkami (z życia swojego oraz Ameryki).

Idealna pozycja do poczytania „ad hoc” – jeżeli lubisz czytać, ale nie masz na to zbyt dużo czasu, a jeśli do tego jeszcze fascynuje Cię Ameryka – na pewno nie będziesz zawiedziony / zawiedziona książką 🙂

Jak tylko przeczytam – chętnie pożyczę ją bliskim, a tych z poza kręgu moich znajomości – zapraszam do nabycia własnego egzemplarza, mam nadzieję, że tak jak i ja będziecie bardzo zadowoleni 🙂

 

Trackback

no comment untill now

Add your comment now